czwartek, 31 stycznia 2013

Bieszczady „sam na sam” z trującym AZBESTEM!



           
Mimo dużych możliwości pozyskania środków unijnych na usuwanie wyrobów azbestowych wiele gmin w zeszłym roku, nie skorzystało z takiej formy pomocy. Powoduje to, że największa ilość azbestu znajduje się obecnie w takich gminach jak Ustrzyki Dolne, Solina, Czarna i Besko. Azbest to substancja szkodliwa, niebezpieczna dla zdrowia i zgodnie z dyrektywami unijnymi, musi być usunięta do 2036 r.  W chwili obecnej jednak istnieją jeszcze gminy, które nie mają nawet opracowanego programu usuwania azbestu…

Azbest to substancja rakotwórcza!

            Azbest dawniej używany był do budowy pokrycia budynków w których mieszkamy, a o jego szkodliwości dowiedzieliśmy się dopiero w latach 90-tych. Obecnie substancja ta została zakwalifikowana do rakotwórczych, a wdychanie jej włókien może powodować pylicę, a nawet raka.
            W Bieszczadach wciąż znajduje się wiele ton azbestu. Najczęściej na dachach budynków mieszkalnych i gospodarczych. Samodzielnie ich usuwanie, bez zaangażowania profesjonalnych firm, jest niebezpieczne i niezgodne z prawem. Dlatego też od kilku lat trwa akcja utylizacji i bezpiecznego pozbywania się azbestu. W urzędach można dowiedzieć się w jaki sposób bezpiecznie pozbyć się niebezpiecznej substancji i jakie dofinansowanie nam przysługuje.
            



Demontaż i utylizacja to koszt nawet 4 000 000 zł.!

            W gminie Solina w zeszłym roku wymieniono pokrycie dachu na budynku weterynarii w Wołkowyi i na budynku świetlicy w Górzance, usuwając płyty azbestowe. Gmina posiada opracowany i zatwierdzony "Gminny program usuwania wyrobów zawierających azbest na lata 2011-2032". Znajduje się w nim m.in. opracowanie ilości wyrobów zawierających azbest obecny w pokryciach domów mieszkalnych i budynków gospodarczych, na terenie poszczególnych miejscowościach. Zgodnie z danymi, najwięcej azbestu  jest w Bukowcu następnie w Myczkowie, Terce, Myczkowcach, Zawozie i Wołkowyi. Najmniej w sołectwie Polańczyk/Myczków- os. "Na górce" i Werlas.
            Orientacyjne koszty usuwania płyt azbestowych z dachów domów mieszkalnych i budynków gospodarczych w gminie Solina to 823 430 zł. netto. Natomiast demontaż i utylizacja pokryć dachowych zawierających niebezpieczną substancję wynosi blisko 4 000 000 zł. Jest to niebagatelna kwota, a koszt usunięcia i utylizacji azbestu ponoszą właściciele domostw. Dla większości mieszkańców jest to spory wydatek.
            Koszty są wysokie, ponieważ w miejsce płyt azbestowych trzeba położyć inne nakrycie dachu, które też sporo kosztuje. Stąd też możliwość dofinansowania kosztów, jakie właściciele domów i budynków gospodarczych ponoszą, z programu "Ochrony Wód". Do tej pory jednak jedynym rodzajem "pomocy", jaką mieszkańcy mogli uzyskać były niskoprocentowe kredyty. Jednak i ta forma pomocy działa od niedawna co spowodowało, że niektórzy mieszkańcy gminy podejmowali decyzje samodzielnego usuwania azbestu i zabezpieczenia go, aż do możliwości otrzymania odpowiedniej pomocy z gminy.


Problem usuwania azbestu w Bieszczadach nadal obecny!

W gminie Ustrzyki Dolne, jak poinformował Roman Puskarczyk- kierownik wydziału Gospodarki Komunalnej Ochrony Środowiska i Rolnictwa- w ubiegłym roku nie było dofinansowania na usuwanie azbestu. Gmina prowadzi inwentaryzację wyrobów zwierających azbest i do tej pory pozbyto się niebezpiecznej substancji z 1 206 obiektów. Ponadto, jak poinformował Roman Puskarczyk:
- Gmina zgłosiła propozycję inwestycji w ramach RPO na lata 2014 – 2020 „Opracowanie Programu usuwania wyrobów zawierających azbest z terenu Gminy Ustrzyki Dolne wraz z inwentaryzacją oraz dotację na usuwanie eternitu”.
Z kolei w  gminie Czarna w roku 2012 planowano usunąć azbest z 32 gospodarstw domowych. Gmina złożyła wniosek o dotację do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Rzeszowie, przeznaczając na ten cel kapitał własny. Jak poinformował Leszek Skitał- inspektor do spraw Gospodarki Lokalowej i Obrony Cywilnej:
- Nasz wniosek nie został uwzględniony. Obecnie oczekujemy na rozpoczęcie naboru wniosków na rok 2013.

Jeśli chodzi o usuwanie wyrobów azbestowych na terenie miasta i gminy Lesko to-jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy- w ostatnim roku również nie był realizowany żaden program. Wszelkie inne informacje nie zostały nam udzielone, mimo kilkakrotnych prób kontaktu z pracownikami UMiG Lesko- nie odpowiedzieli oni na zapytania w formie e-maili, które do nich skierowaliśmy i nawet po kontakcie telefonicznym nie otrzymaliśmy potrzebnych informacji.
            Udało nam się dotrzeć do oświadczenia, wystosowanego przez UMiG Lesko, z którego wynika, że do 4.07.2012 r. na terenie gminy przeprowadzana była inwentaryzacja pokryć dachowych zawierających azbest. Związane było to z koniecznością wskazania przez właścicieli nieruchomości wszystkich wyrobów azbestowych, znajdujących się na terenie posiadłości. Więcej informacji na temat posiada Referat Gospodarki Przestrzennej, Nieruchomościami i Ochrony Środowiska w UMiG. Nie przekazał on jednak żadnych informacji dla PULSU BIESZCZADÓW.
            Okazuje się więc, że w Bieszczadach usuwanie azbestu to nadal problem dla wielu gmin.


Pomoc gmin w usuwaniu azbestu w praktyce

            W gminie Baligród w zeszłym roku gmina otrzymała 100% dofinansowanie na realizację programu usuwania wyrobów azbestowych. Jak wyjaśnia Aleksandra Scelina- mł. referent ds. ochrony środowiska:
-Gmina otrzymała od Ministerstwa Gospodarki całkowite dofinansowanie na wykonanie całości programu usuwania wyrobów zawierających azbest. Wartość realizacji zadania wynosiła ponad 22 tys. zł.
W tym roku Gmina również stara się o uzyskanie dofinansowania, które zostanie przeznaczone na demontaż, transport i unieszkodliwienie lub zabezpieczenie wyrobów azbestowych.
            Z kolei w gminie Lutowiska, jak wynika z przeprowadzonej inwentaryzacji, większość z pokryć dachowych z azbestem, wymaga w ciągu pięciu lat ponownej oceny określającej ich stan. Ponadto duża ich część jest w stanie surowym co oznacza, że są one niezabezpieczone. Większość z tych pokryć znajduje się na terenie prywatnym, są też jednak elementy eternitu pozostawione po zdjęciu z dachów na podwórkach, w ogrodach i na polach.
            W zeszłym roku w gminie Lutowiska zostało zabezpieczonych i wywiezionych 17 ton wyrobów azbestowych. Obecnie mieszkaniec, który chciałby usunąć niebezpieczną substancję z dachu budynku, może wykonać to na swój koszt. Następnie złożyć wniosek do UG w Lutowiskach, w ramach którego możliwe jest uzyskanie zwrotu kosztów usuwania azbestu [w wysokości 75% od całości kwoty, jaką poniósł mieszkaniec].
            W gminie Cisna zwracane są koszty utylizacji wyrobów azbestowych z terenu prywatnych posiadłości. W praktyce wygląda to tak, że mieszkańcy sami płacą za demontaż, natomiast gmina zajmuje się wywiezieniem niebezpiecznej substancji. W tym roku gmina złożyła wniosek o dofinansowanie takich działań z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska.


Mieszkańcy gm. Zagórz mogą liczyć na bezpłatne usunięcie azbestu!

            W gminie Sanok w 2012 r. odebrano i zabezpieczono na składowisku 53,12 ton niebezpiecznej substancji. Zadanie realizowane było ze środków gminy, a ponad 70% kosztów pokryły środki pochodzące z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Rzeszowie oraz z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Koszt zbiórki i zabezpieczenia azbestu wyniósł ponad 26 000 zł.
            Materiały zawierające azbest zostały odebrane od mieszkańców bezpłatnie, a warunkiem było złożenie odpowiedniego wniosku w Urzędzie Gminy w Sanoku. W kolejnych latach planowane są też kolejne działania, związane z usuwaniem azbestu.
            Z kolei gmina Zagórz nie ma opracowanego programu usuwania wyrobów azbestowych, co powoduje, że nie może korzystać z dofinansowania. Gmina usuwa jednak takie wyroby, a jest to w całości finansowane ze środków własnych. 



            W ubiegłym roku- jak poinformował Mariusz Zagórski- pracownik UMiG Zagórz- mieszkańcy zgłosili potrzebę usunięcia ponad 40 ton wyrobów azbestowych z 20 budynków gospodarczych i mieszkalnych. Nie zostało to zrealizowane, z powodu braku dostatecznych środków. Mariusz Zagórski zaznaczył jednak, że będzie to realizowane w roku bieżącym, łącznie z obecnymi wnioskami, podobnie jak w latach poprzednich.
            Mieszkańcy gminy, którzy chcą usunąć azbest z terenu swoich posiadłości zobowiązani są składać wnioski do UMiG Zagórz i mogą liczyć na bezpłatne usunięcie rakotwórczej substancji.

Początek roku to dobry czas by podsumować zeszłoroczne działania gminy w zakresie ochrony środowiska. Przedstawiliśmy więc gminy, które w 2012 roku pozbyły się największej ilości azbestu oraz te, w których program taki w ogóle nie był realizowany. Na szczęście istnieją jednak i takie gminy, w których z własnych środków usuwa się azbest jak np. gmina Zagórz – którym składamy GRATULACJE, na łamach PULS BIESZCZADÓW. Efektem bowiem takiego działania jest zdrowie i zadowolenie mieszkańców!


Aleksandra Szeligowska

FATUM OGNIA na HULSKIEM? Tajemnicze podpalenia



W ostatnich dniach, konkretnie w dzień Wigilii 2012 roku, spłonął dom Pana: Henry S. Lecz, nie o pożarze jednak chce pisać. W związku z pożarem sięgnąłem pamięcią wstecz, i zadałem pytanie co jest w Dolinie Hulskiego takiego, że przy dwóch nr. mieszkańcach dzieje się tyle groźnych zdarzeń.


„Fotosafarii”, „Wioska Naturalna” i Chata Bojkowska

W latach 90-tych część ziemi na Hulskiem wykupił pewien pisarz z Warszawy. Miał ambitne plany organizowania „fotosafarii” w Dolinie Hulskiego. Wybudował piękną ambonę myśliwską, która służyła jako świetne miejsce do robienia zdjęć zwierzynie i ptactwu, licznie wtedy występujących na tym skrawku Doliny Sanu. Plany zniweczyła jednak plaga kilku podpaleń ambon w okolicy. Spłonęła również ambona P.Henrego S.







W miedzy czasie, w okolicy Leśnictwa Hulskie spłonął ciągnik gąsienicowy, jednego z ZUL-owców. W latach 1999-2000, część ziemi od "warszawiaka" zakupiła Fundacja „Plemię Sanu” w osobie Pana Jerzego Fiodoruka. Wraz z Panem Henrym S. postanowili stworzyć Projekt „Wioski Naturalnej”. Wizja ta polegała na budowie niewielkich domków z gliny, słomy, kamienia i drewna. Być może konstrukcji jurt mongolskich lub wzorowanych na dawnych chatach Bojkowskich.

Marzenia marzeniami, problem tkwił jednak w tym, że Dolina Hulskie to w większości użytki ekologiczne. Wymyślono wiec Stowarzyszenie Społeczne Dzieciom Bieszczadzkiej Szkoły w Zatwarnicy, i rozpoczęto budowę Chaty Bojkowskiej.

Przy pomocy „wędrownych" cieśli zagranicznych, m. in. właśnie Pana Henry’ego zbudowano podwaliny pod obiekt kultury. Z założenia służył on lokalnej społeczności. Obecnie jest to natomiast hybryda różnych stylów, z plastikowymi oknami, szumnie nazwana Chatą Bojkowską.


Zniszczone Ścieżki Turystyczne i rezerwat Młynu w Hulskim

W ramach działalności Stowarzyszenia, w 2009 r. powstał Projekt Ścieżki Turystycznej, wzdłuż Sanu do ruin Młyna w Hulskiem. Zrodziły się pewne wątpliwości:
1. Została poprowadzona granica między rezerwatem Hulskie, a samym rezerwatem. Istnieje też teoria, że granicą buforową pomiędzy rezerwatem, a właścicielem prywatnym (szerokość buforu 1- m).
2. Złe oznakowanie powodowało, że w gorszych warunkach turyści zmuszeni byli przejść przez posesję prywatną do ruin cerkwi i cmentarza w Hulskiem. Był to burzliwy okres na forach turystycznych, gdzie opisywano złego gospodarza, biegającego za turystami. Faktem jest, że część odwiedzających nie chciała dobrowolnie opuścić posesji, pstrykając zdjęcia gospodarstwu i miotającemu się właścicielowi, mimo że sobie tego nie życzył.

W październiku 2010 zaatakowała zima, a śnieg spowodował duże straty w drzewostanach.
Drzewa miały wtedy jeszcze liście, wiatrołomy i śniegołomy. Nie oszczędziły również ścieżki turystycznej. Nieznany sprawca zniszczył wtedy tablice informacyjne i rezerwatowe.  
Pozostałe oznakowanie, zamalowano w dwa lata później. Do dziś rezerwat Młyn w Hulskiem jest zdewastowany. Pozostały powykręcane tablice informacyjne i resztki stojaków metalowych.


Pierwsza „zagadkowa” próba podpalenia

W okresie jesiennym 2012 r. została zgłoszona próba podpalenia, posiadłości Henry’ego S.
Nie znaleziono sprawcy.
Dużo pytań pozostaje bez odpowiedzi. Sięgając pamięcią wstecz na Hulskiem zawsze „coś się działo”. Jest to teren niezwykle atrakcyjny, przyrodniczo, krajobrazowo ale też idealny teren łowiecki. Ta dolina na przestrzeni wielu kilometrów kwadratowych, jest nie zamieszkała. Jest to ostoja, żubra, niedźwiedzia, wilka i jeleniowatych.

Czy budowla Pana Henry’ego była legalna? Na sesji rady gminy P. Henry, zwrócił się do Rady o zmianę formy prawnej ziemi na Hulskim. Interesujące jest również to, iż po pierwszej próbie podpalenia – jak informują media - obiekt został ubezpieczony na kwotę 100 000-120 000 zł.

 Prokuratura Leska, wszczęła postępowanie w tej sprawie.


Może tajemnica "Fatum" tkwi w sprzeczności, interesów osób tam zamieszkałych. Obrońców przyrody, leśników i myśliwych?
Na tle tych zdarzeń i braku konkretnych działań, ruiny cerkwiska w Hulskiem niszczeją.  Niedługo pozostanie z nich zarośnięta kupa kamieni. Szkoda, gdyż te pozostałości są nielicznymi dowodami na... tętniące tu kiedyś życie. Niewiele pozostało na tym terenie, zabytków po II wojnie światowej, akcji "Wisła".

Mirosław Piela

AUTOSAN wizytówka Sanoka, czy obraz rozpaczy?


 Dla „Autosanu” koniec roku 2012 nie był pomyślny- pracę straciło 130 osób. Niewypłacanie wynagrodzeń, grupowe zwolnienia i kłopoty finansowe firmy. Taka sytuacja panuje w sanockim AUTOSANIE od dawna. Prezes grupy Franciszek Gaik zaznacza, że jest to konsekwencja przyjętej przez firmę polityki w zakresie redukcji pracowników do 450 osób, która ma doprowadzić do poprawy jej sytuacji finansowej. Czy tak się rzeczywiście stanie? A może AUTOSAN podzieli los „Jelcza” i firmy "Star"? Istniejące kilkadziesiąt lat legendarne przedsiębiorstwo,  przestanie być miejscem pracy dla wielu osób i wizytówką Sanoka?




1 000 000 zł. kary, 130 zwolnionych osób i ciągłe zmiany na stanowiskach kierowniczych

            Kłopoty finansowe sanockiej fabryki pojawiły się już kilka lat temu. W 2009 roku obniżono pensje pracownicze o 10%, a w grudniu Rada Nadzorcza odwołała prezesa i wiceprezesa firmy. Zapowiedziano zwolnienia grupowe, do których jednak nie doszło, bo firmie udało się zdobyć nowy kontrakt.  Mimo to część osób odeszła z firmy, a inni „ratowali się” urlopami, lub zasiłkami chorobowymi.
            Wydawało się więc, że AUTOSAN "stanął na nogi". Złotym środkiem, który miał poprawić sytuację miał być kontrakt z Zarządem Transportu Miejskiego w Lublinie, na dostawę 20 autobusów oraz kilka mniejszych kontraktów, m.in. również w Rzeszowie.



            W 2012 roku, w maju dymisję złożył były prezes spółki- Adam Smoleń. Niedługo potem doszło do rozmów między przedstawicielem zarządu a pracownikami i Związkami Zawodowymi, którzy domagali się informacji na temat wypłaty zaległych wynagrodzeń. W listopadzie do Powiatowego Urzędu Pracy w Sanoku wpłynęło zawiadomienie o grupowych zwolnieniach w AUTOSANIE. Jak wyjaśnia Zbigniew Krystyński- szef Związków Zawodowych w firmie AUTOSAN S.A.:
- Dostaliśmy zawiadomienie o zwolnieniach w październiku. Z tym, że między związkami a zarządem musi być 20 dni na tzw. rozmowy i ewentualne porozumienie. I rozmawialiśmy na ten temat, ale muszę stwierdzić z przykrością, że zarząd do propozycji związkowych nie ustosunkował się pozytywnie i od 29 listopada do 28 grudnia nastąpiły zwolnienia.
Franciszek Gaik, prezes potwierdza tę informację:
- Potwierdzam, iż w AUTOSANIE wprowadziliśmy procedurę zwolnień grupowych w liczbie 130 osób. Jest to związane z dwoma kryteriami: po pierwsze AUTOSAN  posiadał zbyt dużą liczbę pracowników w stosunku do wielkości produkcji i wielkości przychodów i taka sytuacja trwała od kilku lat, a po wtóre chcemy dostosować poziom zatrudnienia do pewnych standardów, obowiązujących w tej klasie fabryk.


 
Pod koniec listopada okazało się, że firma ma w dalszym ciągu problemy. Zarząd Transportu Miejskiego w Lublinie w określonym terminie nie otrzymał zamówionych autobusów, co AUTOSAN umotywował problemami z dostawą materiałów od dostawców. Ustalono kolejny termin dostawy autobusów, ale i tym razem AUTOSAN nie wywiązał się z umowy- naliczono kary umowne, a kolejne tygodnie zwłoki spowodowały, że firma otrzymała do zapłaty niemal 1 000 000 zł. kary umownej. Do końca nie było też wiadomo czy wywiąże się całkowicie z podpisanego kontraktu. Wówczas winą za nieterminową realizację AUTOSAN obarczał główne podzespoły dostawcze. Oto komentarz do powyższej sytuacji Franciszka Gaika-obecnego prezesa:
- Przeciągające się procedury postępowania przetargowego spowodowały, że ten kontrakt został podpisany dość późno. Proszę zwrócić uwagę, że był podpisany 21 czerwca 2012 r., z terminem wykonania 12 września 2012 r. Zatem około dwóch miesięcy na wykonanie tej liczby autobusów. Przyjmuje się generalnie, że cykl produkcji autobusów i dostawy, wynosi 90 dni od daty podpisania stosownego kontraktu, lub umowy. To było bardzo krótko, stąd też problem koordynacji dostaw był bardzo złożony i skomplikowany. Stąd też opóźnienia w realizacji tego kontraktu, za które musieliśmy niestety zapłacić stosowne kary umowne, ale kontrakt został całkowicie zrealizowany.


Przyszłość AUTOSANU pod znakiem zapytania . . .
           
            W okresie PRL-u AUTOSAN był wizytówką polskiego przemysłu motoryzacyjnego, obok takich firm jak Jelczańskie Zakłady Samochodowe i firma "Star". Dziś „Star” jest własnością prywatnej spółki, a JZS już nie istnieje. Tylko sanocka firma pozostała na rynku, choć jej sytuacja nie należy do najłatwiejszych. Czy AUTOSAN podzieli los innych firm, a tym samym wizytówka Sanoka i duże miejsce pracy przestanie istnieć?
            Nastroje w AUTOSANIE nie są optymistyczne. Pracownicy nie wiedzą czy nie będzie kolejnych zwolnień i boją się o przyszłość swoją i swoich rodzin. Niektórzy nie wierzą już, że sytuacja w fabryce poprawi się i szukają nowej pracy:



- Młodzi ludzie szukają sobie już pracy i część odchodzi do innych firm- wyjaśnia Zbigniew Krystyński- szef Związków Zawodowych w firmie AUTOSAN S.A. Dodaje też, że obecnie priorytetem dla Związków zawodowych jest zabezpieczenie sytuacji pracowników, którym niedużo brakuje do przejścia na emeryturę:
- Rozmawiamy jako związek z prezesem i mam nadzieję, że uda się wynegocjować w przypadku osób starszych, przejście na emeryturę. Dotyczy to kobiet, które mają 34 lata z miesiącami pracy i mężczyzn, którzy mają 39 i np. 4 miesiące pracy- aby dopracowali do pełnych 40 lat, a kobiety do 35 i żeby mogli odejść spokojnie na świadczenie emerytalne.
            Młodsze osoby, które nie mogą jeszcze przejść na emeryturę, a dostały wypowiedzenia nie „będą miały lekko” ze znalezieniem nowej pracy. Bowiem choć w Sanoku funkcjonują inne firmy, jednak nie będą one w stanie przyjąć jednocześnie tak dużą liczbę osób.
            Pozostali pracownicy mają zapewnienie, że w I kwartale 2013 roku  firma będzie sprawnie funkcjonować. AUTOSAN posiada zamówienia na wykonanie 38 autobusów, a także zamówienia dla francuskiej firmy na kabiny dla kolejnictwa i tzw. usługi przemysłowe:
- To jest jakaś pociecha, ale nie na długo. Bo i tak człowiek nie wie na czym stoi do końca. To jest takie przeciąganie naszej nadziei, bo jako pracownicy cały czas myślimy, że w końcu będzie dobrze.- mówi Marian [43 l.]- pracownik AUTOSANU.


Nowy model autobusów, współpraca zagraniczna i terminowe wypłaty

            Zbigniew Krystyński- szef Związków Zawodowych wyjaśnia, iż cały czas trwają rozmowy między Związkami Zawodowymi, a dyrekcją firmy:
- Jako szef związku rozmawiam z prezesem Gaikiem, jestem też w kontakcie z członkami Rady Nadzorczej, z panią prezes Danutą Piskorz,  byłem też na rozmowach w Krakowie z kolegami z Solidarności. Natomiast pan Zasada [właściciel firmy- przyp. Redakcji] był w AUTOSANIE w listopadzie, chcieliśmy się wówczas spotkać, ale niestety, nie doszło do tego. Natomiast kiedy wysyłam pisma, staram się wysyłać je także do właściciela- do pana Zasady. I mam nadzieję, że one docierają.
            Plany firmy na rok 2013 są ambitne. AUTOSAN chce wykonać 152 autobusy i zadbać o odbudowę eksportu do krajów, do których firma wysyłała autobusy w przeszłości. W planach jest próba zaistnienia na rynku szwedzkim, angielskim i włoskim, gdzie udało się ostatnio wyeksportować kilka autobusów. Prezes Gaik wyjaśnia też, iż rozmawiał z premierem Piechocińskim na temat reaktywacji produkcji autobusów do przewozu dzieci, czyli tzw. "gimbusów". Dawniej AUTOSAN był głównym dostawcą takich autobusów.
            Te optymistyczne plany są jednak odbierane z dystansem przez pracowników, którzy w ciągu ostatnich lat z powodu nieregularnego wypłacania wynagrodzeń, wielokrotnie znajdowali się w trudnej sytuacji finansowej:
- Niekiedy bywało i tak, że musiałem pożyczać pieniądze od kogoś z rodziny, albo od znajomych, bo wypłaty nie było. Musiałem z czegoś wyżyć i utrzymać rodzinę: rachunki, dzieci do szkoły no i życie- mówi Piotr [38 l.]- pracownik AUTOSANU.
            Prezes Franciszek Gaik zaznacza, iż obecnie pracownicy otrzymują już wypłaty w terminie, a plany na przyszłość uwzględniają promocje nowego modelu autobusów, co ma być jednym z przejawów poprawy sytuacji w firmie. Szef Związków Zawodowych- Zbigniew Krystyński, mimo trudnej sytuacji również stara się z optymizmem patrzeć w przyszłość:
- Myślę, że pojawiło się jakieś światełko w tunelu. Pracownicy  powiedzieli, że to może światełko betlejemskie, które będzie nam świecić, żebyśmy przetrwali ten trudny okres.



AUTOSAN- legenda polskiego rynku motoryzacyjnego i duży zakład pracy- już kilkakrotnie znajdował się w trudnej sytuacji finansowej, co skutkowało zwolnieniami i opóźnieniami w produkcji. Z tych za każdym razem udawało się jednak wyjść. Będziemy towarzyszyć losom sanockiej firmy i wspierać ją naszym głosem. 

A. Szeligowska
fot. A. Szeligowska