piątek, 1 lutego 2013

Prokurator czy protektor? Niezależność czy nieudolność?




Złośliwi mówią, że prokuratorzy to „odpady prawnicze” skupiające tych, którzy nie „załapali” się na adwokatów, radców, notariuszy i sędziów. Zazwyczaj opinię tę wyrabiają ci o których jako o „odpadach prawniczych”, mówił nawet Edward Zalewski zastępca prokuratora generalnego. Jest jednak sporo prokuratorów, którzy ciężko i uczciwie wypełniają swoje obowiązki za relatywnie nieduże pieniądze.


Stalinowski system… Czyli brak odpowiedzialności i nadzoru!

Obecna struktura prokuratury wywodzi się jeszcze z czasów stalinowskich. Została wtedy powołana ustawa o prokuraturze Rzeczypospolitej Polskiej z 20 lipca 1950 r., zmieniająca ustawę poprzednią jeszcze sprzed wojny. W systemie jaki panuje w Polsce gdzie większą wagę przywiązuje się do zeznań świadków niż dowodów z dokumentów, nagrywanie zeznań uniemożliwiłoby „mataczenie” prokuratorów. Wiele jest spraw w których stawia się oskarżenia wobec osób niewinnych, jedynie na podstawie pomówień świadków koronnych. Niszcząc niejednokrotnie niewinnym osobom i ich rodzinom życie.

Prokurator generalny z okresu stalinowskiego, Andriej Wyszyński miał zasadę: „Dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf”. Dziś tę zasadę w wielu prokuraturach zastąpiła inna: „Nie bacząc na dowody, w zależności od osoby będę prowadził postępowanie”. W wielu głośnych sprawach tę zasadę widać jak na dłoni. Tych, którzy chcą bliżej poznać pracę organów ścigania, odsyłam do stenogramów z posadzeń komisji ds. zabójstwa Krzysztofa Olewnika.  Zaleceń wskazanych w raporcie tej komisji do dziś nie wdrożono, a dotyczyły one w dużej mierze odpowiedzialności i nadzoru.

Często też się zdarza, że jeden prokurator nie widzi przestępstwa tam, gdzie inny skutecznie kieruje akt oskarżenia. Gdy system jest zły, nawet dobrzy prokuratorzy nie mogą efektywnie pracować. Prokuratorzy rękoma i nogami opierają się przed wprowadzeniem obowiązującego już w całym cywilizowanym świecie, nagrywania przesłuchań świadków. W dzisiejszych czasach jest to żaden koszt. Mógłby on jednak znacząco przyśpieszyć postępowanie karne. Protokół mógłby się ograniczyć do najważniejszych tez, a nagranie mogłoby służyć kontroli działań prokuratury przed sądem.

Ostatnią głośną sprawą -wręcz klasyczną- jest przykład, gdy prokuratura łódzka oskarżyła o zabójstwo generała Papały dwie inne osoby, niż prokuratura warszawska. Ta z kolei popierała w sądzie akt oskarżenia, wobec zupełnie innych osób. Według relacji posła Kalisza,  prokurator generalny Andrzej Seremet wezwał obydwu prokuratorów, żeby „się dogadali”.

To, co czasem się dzieje w czterech ścianach prokuratury przeciętnemu Kowalskiemu nie mieści się w głowie. Przeinaczanie wypowiedzi, pomijanie istotnych wypowiedzi, manipulowanie zeznaniami itd. To w niektórych prokuraturach, smutna norma. Prokuratorzy nie ponoszą przy tym żadnej odpowiedzialności z powodu -jak już wcześniej wskazałem- stalinowskiego systemu obowiązującego do dziś. Nadzór nad prokuratorem prowadzącym postępowanie jest żaden, skargi pisane przez pokrzywdzonych na danego prokuratora do prokuratury nadrzędnej i tak wracają do niego jak bumerang. Nie można też liczyć na postępowanie dyscyplinarne czy karne wobec prokuratora, bo wszystko odbywa się we „własnym sosie”. Natomiast ci nieliczni prokuratorzy, którzy chcieli stawiać zarzuty innym prokuratorom byli odsuwani od sprawy lub znajdowano na nich odpowiedni paragraf.


„BRAK DANYCH” . Prokuratura w Lesku, a projekt kanalizacji w Czarnej Górnej

W niniejszym artykule chcemy opisać postępowanie prokuratorów w sprawie związanej z projektem budowy kanalizacji w Czarnej Górnej. Zacząć należy od tego, że leska prokuratura w myśl przepisów kodeksu postępowania karnego powinna się wyłączyć od tej sprawy chociażby z tego powodu, że szefowa tej prokuratury zna niektóre osoby związane z projektem kanalizacji.

W postępowaniu karnym chodzi o to, żeby złapać sprawcę z „dymiącą spluwą”. Nie dawać mu czasu na jej wyrzucenie i ustalenie wspólnej wersji z ewentualnymi wspólnikami i próbą wyrobienia alibi. Według nas takie nierzetelne postępowanie prokuratury, przyczyniło się do uniknięcia odpowiedzialności karnej osób, związanych z wykonywaniem dokumentacji projektowej i biorących udział w postępowaniu administracyjnym.

Samo postępowanie w temacie projektu kanalizacji, zostało zainicjowane w styczniu 2009 r. Sprawę przekazano do prowadzenia KPP w Lesku, a postępowanie pod sygnaturą 2 Ds. 70/09 nadzorowała prokurator Joanna Siwiec. Już dzisiaj można stwierdzić, że w postępowaniu tym doszło do szeregu, nazwijmy to, nieprawidłowości.

Skąd takie wnioski? Stąd, że zgodnie z opinią sądu, z Urzędu Gminy w Czarnej usunięto kilkadziesiąt dokumentów związanych z budową kanalizacji. Bez tych dokumentów trudno zorientować się w procedurze administracyjnej i dokonać prawidłowych ustaleń faktycznych. W kolejnym postępowaniu 2 Ds 581/09 bez żadnej analizy dokumentów, Prokurator Edward Martuszewski stwierdził, że zaginęły tylko dwa dokumenty. W tym miejscu przytoczyć należy treść Art.297.§1 Kodeksu postępowania karnego, który wskazuje, że:
 „Celem postępowania przygotowawczego jest ustalenie, czy został popełniony czyn zabroniony i czy stanowi on przestępstwo, wykrycie i w razie potrzeby ujęcie sprawcy, wyjaśnienie okoliczności sprawy, w tym ustalenie rozmiarów szkody, zebranie, zabezpieczenie i w niezbędnym zakresie utrwalenie dowodów. W postępowaniu przygotowawczym należy dążyć także do wyjaśnienia okoliczności, które sprzyjały popełnieniu czynu”.

Tymczasem, prokurator Martuszewski, zamiast wezwać Wójta do prokuratury, co ciekawe sam pofatygował się na wizytę u niego w Czarnej. Zaś prokurator Justyna Radzik-Czuba w postępowaniu Pa 1/10 które prowadzone było później, stwierdziła, że „zapoznała się z pełną dokumentacją” oraz ,że „postępowanie jest prowadzone prawidłowo”.

Prokurator Joanna Kowal w kolejnym postepowaniu nie ustaliła natomiast, co się stało z dokumentami. Bazuje jedynie na informacjach przekazanych przez pokrzywdzonego. Pomimo, że ustalenie jakie dokumenty były pierwotnie w aktach, nie jest jakoś skomplikowane. Wystarczy przeczytać umowę pomiędzy gminą i projektantem. Przeanalizować odpowiednie ustawy wskazujące jakie dokumenty muszą być sporządzone.

Mimo to prokurator Kowal dalej lansuje tezę, że w tym przypadku nie można nikomu przypisać celowego działania. Sama sobie zaprzeczając. Raz bowiem „ustala”, że dokumenty nie zostały wytworzone więc nie mogły być usunięte. Potem, że nie można zarzucić czynu zabronionego osobom, które wystawiły faktury za, te niewytworzone dokumenty. Sprzeczność, aż kłuje w oczy!

Pierwotnie prokurator Joanna Kowal -w postanowieniu uchylonym potem przez sąd- wskazując, że tych dokumentów nie wytworzono, zapomniała, że gdyby tak było, to wskazywałoby to na popełnienie przestępstwa. W tym przypadku „przysporzenie korzyści majątkowej” za niewykonane prace. Bowiem za część usuniętych dokumentów jak wynika z posiadanych przez nas faktur, projektantowi zapłacono.


„Niechlujne, niezgodne z instr. kancelaryjną akta”

„Zdaniem sądu nie jest przekonywujące w tej kwestii rozstrzygnięcie urzędu prokuratorskiego, gdyż stwierdzenie, że akta prowadzone  były niechlujnie, niezgodnie z instrukcja kancelaryjną, nie może ekskulpować faktu zaginięcia tak dużej ilości dokumentów. Nawet ustalenie, że część tych dokumentów nigdy nie została wytworzona, nie pozwala pominąć faktu, że część tych dokumentów zgodnie z umową o prace projektowe powinna była zostać przekazana do UG”. Prokurator przyjęła więc tezę, że przyczyną usunięcia dokumentów był bałagan w urzędzie gminy i niestosowanie się do instrukcji kancelaryjnej. Sąd wyraźnie wskazał, że brak tak dużej ilości dokumentów nie zwalnia z winy. Należy zatem ustalić czy fakt wystawienia faktur za dokumenty, których –zdaniem prokuratury- nigdy nie było, nie powinien pociągać za sobą odpowiedzialności karnej.

Skoro prokurator Kowal uznała, że przyczyną braku dokumentów jest bałagan panujący w urzędzie zapytac trzeba, dlaczego nie skorzystała z obowiązku wynikającego z art. 19.§1 Kodeksu Postępowania Karnego, który stwierdza : W razie stwierdzenia w postępowaniu karnym poważnego uchybienia w działaniu instytucji państwowej, samorządowej lub społecznej, zwłaszcza gdy sprzyja ono popełnieniu przestępstwa, sąd, a w postępowaniu przygotowawczym prokurator, zawiadamia o tym uchybieniu organ powołany do nadzoru nad daną jednostką organizacyjną, zaś w razie potrzeby także organ kontroli”.

W załączeniu przesyłamy zapytania, które zostały wystosowane do Prokuratury, a które pozostały bez odzewu. W tej chwili możemy więc jedynie przypuszczać, czy prokurator bazuje na wypowiedziach urzędników Gminy Czarna? Mianowicie, że dokumenty „zawieruszyły” się gdzieś podczas przenosin z jednego do drugiego pokoju? Czy jego teza wynika z jakichś bliżej nieodgadnionych ustaleń. Żadnej z tez nie potwierdziło przeszukanie urzędu przez policję, zlecone dopiero w 2011 r. Ponad 2 lata od pierwszego zgłoszenia! Owoce pracy prokuratury? Oklepane formuły: „brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu”. Nie zabezpiecza się więc dowodów, a potem występuje  „brak danych”.


Lekiem na całe zło miała być najpierw przeprowadzona na początku lat 90-tych weryfikacja prokuratorów. Politykom wydawało się, że weryfikacja odsieje komunistycznych oprawców od uczciwych prokuratorów. Zapomniano jednak, że problem tkwi w złej pracy prokuratury i jej bezkarności. Także rozdzielenie funkcji prokuratora generalnego i „niezależność” prokuratury nie zdaje egzaminu. Nadal nie zmieniono systemu i nie dostosowano pracy prokuratury do wymogów coraz to bardziej cyfrowego świata. Sama wymiana maszyn do pisania, na komputery niczego nie zmienia. Zła praca prokuratury i podejrzane rozstrzygnięcia, podważają zaufanie obywateli do Państwa. Jeśli jego organy nie są w stanie wyjaśnić nie tylko największych afer, ale i prostych spraw. Tym bardziej nie są w stanie chronić zwykłych obywateli. 

ZGŁOSZENIE: Jeden z policjantów pracujących na terenie Bieszczadów powiedział mi, że nie ma co liczyć na bezstronność prokuratury,  kiedy podejrzanym jest jakiś znaczący obywatel.
DOWÓD W SPRAWIE: Nadal nie wiadomo co się stało z taką ilością dokumentów.
tekst: Krzysztof Franczak






Nie ma pieniędzy dla leskich nauczycieli?



            Nowy rok nie zaczął się pomyślnie dla nauczycieli leskich szkół średnich. Już w styczniu, jak poinformował dyrektor Liceum Ogólnokształcącego w Lesku- B. Baran, Starostwo Powiatowe nie miało pieniędzy na wypłacenie wynagrodzeń nauczycielom i ratowało się pożyczkami. Czy w najbliższym czasie leskie szkoły średnie czekają poważne problemy?


Starostwo ratuje się "chwilówkami", żeby wypłacić nauczycielom pensje?

            W zeszłym roku rozwiązano Zespół Szkół Drzewnych i Zespół Szkół Ekonomiczno- Rolniczych w Lesku. W miejsce tych dwóch szkół utworzono Zespół Szkół Technicznych. To wszystko rzekomo po to, by szukać oszczędności.  Pół roku po zmianach zapytaliśmy dyrekcję o funkcjonowanie nowej szkoły w związku z niepokojącymi informacjami jakie do nas dotarły. Dyrektor- Maciej Błażowski wyjaśnia:

- Wielkim plusem reformy  jest to, że mamy praktycznie nieograniczone możliwości rozwoju  czy działania. Można powiedzieć, że jesteśmy samowystarczalni, możemy sobie niemal wszystko sami zorganizować i zrobić – oczywiście w ramach posiadanych środków finansowych. W zasadzie to tylko kwestia naszych pomysłów, naszej inwencji twórczej




            Dyrektor wskazuje też jednak na negatywne skutki reformy: „Jeśli chodzi o minusy to na pewno ilość zadań, które teraz musimy wykonać. Jest ich bardzo dużo a podołanie temu wyzwaniu to naprawdę nie lada sztuka. Kosztuje to nas wszystkich wiele wysiłku, czasu i pewnie też zdrowia.

            Efektem reformy edukacyjnej miały być oszczędności, tymczasem okazuje się, że leskie szkoły średnie, które podlegają Starostwie znajdują się w trudnej sytuacji. Jak wyjaśnił dyrektor Liceum Ogólnokształcącego w Lesku- B. Baran wypłaty dla nauczycieli były w styczniu opóźnione, było to jednak niewielkie opóźnienie. Jednocześnie przyznał, że nie wie jak będzie w kolejnych miesiącach i czy nauczyciele dostaną wypłaty w terminie, ponieważ Starostwo znajduje się w trudnej sytuacji finansowej.
            


Nieoficjalnie mówi się, że Starostwo Powiatowe nie ma możliwości korzystania z kredytów większych banków i ratuje się tzw. "chwilówkami". Jeśli okaże się to prawdą to  oznacza to, że Starostwo stoi na krawędzi katastrofy finansowej. Tak źle nigdy nie było!


Nauczyciele zaniepokojeni, Starostwo milczy!

            Co na to wszystko nauczyciele leskich szkół? Twierdzą, że nie wiedzieli dotąd o problemach w Starostwie, teraz jednak są zaniepokojeni sytuacją. Jak wyjaśnia anonimowo jedna z nauczycielek z Liceum Ogólnokształcącego w Lesku:

- Do tej pory nie mieliśmy w ogóle żadnych informacji na ten temat. Pieniądze w tym miesiącu otrzymaliśmy, a jak będzie w przyszłym miesiącu to nie wiadomo, skoro okazuje się, że są takie problemy. Dodaje też: - Jeżeli dojdzie do takiej sytuacji, że nie będziemy otrzymywać wynagrodzeń to na pewno nie będzie ciekawie dla nas i na pewno nauczyciele będą się denerwować, bo każdy ma rodziny, każdy ma jakieś płatności.

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy starostę leskiego Marka Pańko. Zgodnie z przyjętą regułą, nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi. 



Reforma oświatowa w Lesku miała przynieść oszczędności i spowodować, że sytuacja szkół średnich poprawi się. Jak się okazuje rzeczywistość jest zupełnie inna. Natomiast prawdopodobnie jest to dopiero początek poważnych kłopotów finansowych. Czy nauczyciele w kolejnym miesiącu otrzymają wynagrodzenia? Czy Starostwo zaciągnie kolejny kredyt, aby móc wypłacić nauczycielom pensję? I co zrobią nauczyciele, kiedy nie otrzymają wynagrodzeń? Czyżby czekała nas afera w leskim systemie edukacyjnym?


A. Szeligowska
fot. A. Szeligowska


Umarł Władysław Podraza, były wójt Gminy Czarna. Odznaczony przez Prezydenta Złotym Krzyżem Zasługi. Zostawił po sobie owoce swej pracy i pamięć mieszkańców



Mówi się, że człowiek żyje dopóty, dopóki trwa o nim pamięć. Dokonania Wójta Władysława Podrazy na pewno pozostaną w pamięci mieszkańców gminy. „To był porządny człowiek, czuły na krzywdę innych” - powiedział nam w  rozmowie  pan Józef, który znał Władysława Podrazę od 45 lat i dodał  „dlatego ludzie będą Go dobrze wspominać nie tylko jako Wójta, ale przede wszystkim jako człowieka”.



10 stycznia 2013r. były Wójt Gminy Czarnej, Władysław Podraza zastrzelił się  z broni myśliwskiej. We wtorek 15 stycznia, został pochowany na cmentarzu w Polanie. W ostatniej drodze towarzyszyło mu kilkaset osób, które chciały mu w tym momencie towarzyszyć.  Oprócz najbliższych, byli wśród nich leśnicy, myśliwi, przedstawiciele samorządów i innych instytucji, a także mieszkańcy Bieszczadów.





10 lat w historii samorządowej!

Władysław Podraza w 1990r. został jednogłośnie wybrany na Wójta. Potem był wybierany na kolejne kadencje, zawsze w pierwszej turze głosowania. Pracę w samorządzie zakończył w 2005r. Początek jego pracy na stanowisku Wójta zbiegł się z reformą samorządową i na pewno przypadł na trudny okres w dziejach Polski jak i Bieszczadów. Wiele dużych zakładów pracy istniejących w Bieszczadach upadło, co było nie lada wyzwaniem dla samorządów. Z rozmów przeprowadzonych z osobami, które zetknęły się wtedy z Wójtem Podrazą wyłania się obraz niezwykle wrażliwego człowieka, rozumiejącego sytuację innych ludzi.

Jeden z nich tak wspomina tamte czasy: „W tamtych czasach musiał uczyć się samorządności na nowo ...Dzisiaj łatwiej być wójtem, jak widzi się czego nie opłaca się robić. Kiedyś nikt tego nie wiedział wiec „robota saperska” była. ”

Inny dodaje: „Nie był łatwym człowiekiem. Bo dużo wymagał od innych, ale zawsze najpierw od siebie. Praca w samorządzie do łatwych nie należy. Trzeba być uczciwym człowiekiem, żeby dać radę . Władek taki był. Pomógł tez wielu ludziom. ”


Wspominając tamte czasy trzeba też pamiętać, że nie było wtedy żadnych środków unijnych. Mimo to dorobek jaki po sobie pozostawił Władysław Podraza jest imponujący. Zważywszy na niewielki potencjał gminy. Wybudował ponad 20 km wodociągów, remontował drogi i rozbudował szkołę w Czarnej oraz pełnowymiarową  halę sportową. Wizjonerskim posunięciem – przynoszącym do dziś dochody gminie- była wymiana 30 h gruntów z nadleśnictwem w Lutowiskach, które znajdują się nad zalewem solińskim. Wymiana ta przyczyniła się  do zwiększenia atrakcyjności turystycznej i inwestycyjnej gminy. Władysław Podraza za zasługi dla gminy Czarna został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi przez Prezydenta RP.


Krzysztof Franczak

KOMINIARZ NIE ZAWSZE „SZCZĘŚCIE PRZYNOSI”! A NADGORLIWIEC KONSEKWENCJE PONOSI



Historia, jakich wiele w życiu. W budynku należącym do Nadleśnictwa Lutowiska, zamieszkałym łącznie przez osiem rodzin, ulatniał się w trakcie ogrzewania mieszkania dym. W związku z tym, że zbliżała się zima, o tym problemie został powiadomiony właściciel budynku, Powiatowa Straż Pożarna w Ustrzykach Dolnych oraz wiele innych instytucji. W wyniku długotrwałych przetargów sprowadzono biegłego kominiarza. I sprawa byłaby załatwiona bez zbędnego „dymu”, gdyby nie interweniujący nadgorliwiec.


NASZA SWOJSKA I POLSKA PARANOJA

Wezwany na miejsce zdarzenia „fachowiec”, zwany kominiarzem, stwierdził, że przyczyną uszkodzenia jest przedłużka komina w postaci rury metalowej oraz talerz satelitarny zasłaniający wylot komina. Jednak będąc na dachu nie zauważył, o dziwo, ewidentnie popękanych kominów oraz uszkodzonych wywietrzników.

Diagnoza została zatem przez „fachowca” postawiona. Co robi właściciel? Zgodnie z zaleceniem kominiarza wystosowuje pismo nakazujące demontaż rury i talerza, o których była mowa. Dodatkowo nakazuje interweniującemu na własny koszt sprowadzić kominiarza, by ten wydał OPINIĘ,zezwalającą na „puszczanie dymu przez komin”.

Nadgorliwiec nie na darmo zwany jest nadgorliwcem. Interweniujący wezwał więc Powiatową Straż Pożarną. Ta z kolei w protokole pokontrolnym przesłała zalecenia i uwagi do Powiatowego Nadzoru Budowlanego.Zarówno w protokole PSP, jak i PNB wskazano na liczne nieprawidłowości, które należy usunąć do marca 2013.

Stwierdzono:
1. Pęknięcia kominów w górnej części.
2. Uszkodzenie kopuły wentylacyjnej.
3. Nieprawidłowe umieszczenie drzwiczek kanału czyszczącego powyżej wlotu przewodu dymowego z pieca.






Na czym polega paradoks? Oddając do użytku ten lokal, właściciel powinien mieć zgodę kominiarza, że budynek jest bezpieczny pod względem p.poż. A zatem kominiarz wcześniej powinien potwierdzić pisemnie, że wszystko jest zgodne z przepisami. Do ponownej ekspertyzy wzywa się tego samego kominiarza?? Po zaleceniach innych instytucji, kwestionujących opinię kominiarza, ma on ponownie wystawić opinię w tej samej sprawie, tego samego komina???


SPRAWA ZAŁATWIONA. JAK? PO POLSKU!

Nasz nadgorliwiec, zamiast się cieszyć, że mu już nie kopci, zwrócił się ponownie z pismem do Korporacji Kominiarzy Polskich, w którym zapytywał, jak ma się ta OPINIA do Kodeksu Etyki Kominiarskiej?

Minęło trzy miesiące. Wszyscy w środowisku kominiarskim nabrali dymu w usta. Kodeks Administracyjny, nakazujący pytającemu odpowiedzieć w ciągu 14-stu dni roboczych, też w ich mienianiu nie ma większego znaczenia.

Finał tej historii jest taki, iż przed wyznaczonym terminem ponownej diagnozy usunięto wszelkie usterki. Teoretycznie sprawa jest więc „załatwiona”. Pozostają jednak pytania:
1. Co ma zrobić przeciętny obywatel Kowalski, który nie jest nadgorliwcem?
2.  Czy załatwienie „sprawy kominowej” musiało trwać całe pięć miesięcy?
3. Czy w wyniku tego nie wystąpiło zagrożenie życia i zdrowia użytkownika pieca oraz przewodu kominowego??? Nie wiem, Pan Prokurator został powiadomiony droga e-mailową w dniu 07.01.2013 roku. Widać sprawa nie należy do PILNYCH, i odpowiedzi nadal nie ma.
4. Czy w sytuacjach zagrożenia życia i zdrowia instytucje działają w ten sam sposób? Czy działają dopiero wtedy, gdy dojdzie do tragedii? Może jak by ktoś zmarł z zaczadzenia, reakcja byłaby inna. Wszyscy jak na razie żyją wiec… nie róbmy dymu!!!
5. Ostateczny termin, jaki ma właściciel budynku na papierkowe załatwienie tej sprawy, upływa 30.04.2013, czyli na wiosnę!!! Wszystko jest gotowe, pozostaje jedynie wystawienie opinii przez kominiarza.


Kto odpowiada za taki bałagan??? Czy wobec takiego stanu wolno palić w piecu, czy też nie? Jeżeli zdarzy się tragedia, to kogo będzie ścigał Pan Prokurator??? Najemcę, który musi palić w piecu w okresie zimowym, bo są mrozy? Czy też… no właśnie kogo???


Tak wygląda powszechnie znany sposób instytucji, na nadgorliwców. Najczęściej jesteśmy to my, dziennikarze. Czasem zdarzy się jakiś odważny społecznik zwany „głupcem” i „szaleńcem”. Ta historia pokazuje marazm urzędniczy, spychologię, brak konkretnych działań, mimo że upłynęło pięć miesięcy od chwili zgłoszenia awarii.  Nie ulega wątpliwości, że problem tak prosty rozwiązałby chłop sposobem chłopskim, szybko, sprawnie i bezproblemowo. Po co armia urzędnicza, która komplikuje życie zamiast je upraszczać, a na dodatek wspólnie jeszcze płacimy za takie „rządzenie”? Jest to sprawdzana przez lata metoda „na przetrzymanie”, żeby nadgorliwiec ostatecznie się zmęczył, opuścił bezradnie ręce i dał sobie spokój. Najważniejsze, że komin DMUCHA JAK DMUCHAŁ, a kominiarzowi GUZIKÓW NA SZCZĘŚCIE NIE ZABRAKNIE.


Piela Mirosław